Ostatnio czytałem #207 - "Cały ten błękit" - Mélissa Da Costa

By @lesiopm2/24/2026hive-134382

1.jpg

Kolejna w tym roku książka z nurtu literatury pięknej, która zupełnie mnie urzekła. Dotychczas francuska literatura kojarzyła mi się głównie z autorami krwawych thrillerów, takimi jak Bernard Minier czy Jean-Christophe Grangé. Tymczasem Mélissa Da Costa, „cudowne dziecko” współczesnej prozy francuskiej, udowodniła mi, że subtelność i ładunek emocjonalny mogą być równie wciągające. Jej bestseller „Cały ten błękit” (Tout le bleu du ciel) trafił w moje ręce przypadkiem, a ja takie przypadki uwielbiam.

Zarys fabuły: Ostatnia droga ku wolności

Mélissa Da Costa zabiera czytelnika w niezwykłą podróż – dosłownie i w przenośni. Głównym bohaterem jest 26-letni Émile, u którego zdiagnozowano wczesną odmianę Alzheimera. Diagnoza jest bezlitosna: zostały mu maksymalnie dwa lata życia. Zamiast poddać się eksperymentalnemu leczeniu w sterylnych warunkach szpitalnych, Émile postanawia przeżyć pozostały czas na własnych warunkach.

W tajemnicy przed rodziną kupuje kampera i zamieszcza w internecie nietypowe ogłoszenie: poszukuje towarzysza podróży, który zechce spędzić z nim ostatnie miesiące życia. Ku jego zaskoczeniu odpowiada Joanne – młoda kobieta, która wydaje się dźwigać bagaż równie ciężki, co jego choroba.

Wspólnie wyruszają w stronę Pirenejów. Początkowo podróżują razem, ale fizycznie żyją obok siebie – Joanne jest małomówna, wycofana i tajemnicza. Ich relacja zmienia się drastycznie w momencie pierwszego ataku choroby Émile’a na szlaku. Pobyt w szpitalu uświadamia im brutalną prawdę: mimo pełnoletności Émile’a, w świetle prawa to rodzice decydują o jego losie. Émile, nie chcąc obciążać ich swoim cierpieniem, staje przed dylematem. Wtedy Joanne proponuje... małżeństwo, by móc zostać jego prawną opiekunką i kontynuować podróż.

Zderzenie z francuską biurokracją zmusza ich do zatrzymania się w jednej z górskich gmin na ponad miesiąc. Zamieszkują u starszej pani, pomagając jej w zamian za dach nad głową. Ten czas staje się kluczowy – to wtedy maski opadają, a my poznajemy bolesną przeszłość obojga bohaterów.

Podsumowanie: Piękno w cieniu błękitu

Jeśli szukasz książki, która przeczołga Cię emocjonalnie, ale na koniec zostawi z poczuciem głębokiego spokoju – „Cały ten błękit” jest lekturą dla Ciebie. To ponad 600 stron wypełnionych emocjami, które czyta się błyskawicznie. Mélissa Da Costa przypomina nam, że dopóki widzimy błękit nieba, wciąż mamy szansę na coś ważnego.

Opisy pirenejskich krajobrazów są tak sugestywne, że ma się ochotę rzucić wszystko i ruszyć kamperem w nieznane. To lektura, która daje rzadkie poczucie wolności, nawet w obliczu nieuchronnego końca.

2.jpg


W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.


401

comments