
Przeglądając nowości wydawnicze, trafiłem na powieść „Algorytm” tajemniczego autora skrywającego się pod pseudonimem W.P. Rdzanek. Do lektury zachęciła mnie entuzjastyczna rekomendacja Vincenta V. Severskiego. Z biogramu autora wynika, że po trzydziestu latach porzucił korporacyjną karierę w międzynarodowym biznesie technologicznym, by opisywać punkt styku technologii, polityki i ludzkiej psychiki. „Algorytm” to literacki debiut i jednocześnie pierwsza część serii „AI-gent. Mroczne kody”.
O czym jest „Algorytm”?
W Warszawie nagle znika Karol Koppel – genialny programista pracujący nad ZEUS-em (Zero Effort Universal Search). To przełomowy algorytm sztucznej inteligencji, realizowany w ścisłej tajemnicy przez amerykańską NSA za unijne fundusze. Zadaniem ZEUS-a jest tropienie i identyfikacja przestępców w sieci.
Zaginięcie Karola stawia na nogi polskie i amerykańskie służby. CIA jednocześnie odnotowuje anomalię: z ambasady Korei Północnej w Warszawie wysłano do Pjongjangu potężne pakiety zaszyfrowanych danych. Śledczy trafiają na trop estońskiej firmy ESTIGAME, która służy reżimowi do legalizacji pobytu informatyków w Europie. Zanim jednak właściciele firmy zostaną przesłuchani, giną w pożarze budynku. Ktoś bardzo skutecznie zaciera ślady.
Wtedy do akcji wkracza nietypowe trio:
- Tomasz Szczerec – wuj Karola, były oficer Żandarmerii Wojskowej, obecnie adwokat.
- Joanna Żelko – sympatia Karola i ambitna aplikantka.
- Olga Weiss – słynna wiolonczelistka i dawna kochanka Tomasza, współpracująca z CIA.
To oni odnajdują programistę, ale szybko sami stają się zwierzyną – Koppel jest podejrzany o zdradę, a jego wybawcy są poszukiwani w związku z pożarem w ESTIGAME. Czas ucieka, bo ZEUS wciąż działa, a tylko Koppel może go bezpiecznie wyłączyć.
Moje wrażenia – Thriller z mózgiem, ale i zgrzytami
Debiut. Polska literatura szpiegowska. SI w tle. Mogło być różnie, ale po kilku pierwszych rozdziałach byłem zachwycony. Autor umiejętnie budował napięcie, jednak z czasem w fabule zaczęły pojawiać się rysy.
Moim głównym zarzutem jest nierówne rozłożenie akcentów na postacie. Autor poświęca mnóstwo uwagi Leidzie (północnokoreańskiemu „śpiochowi”), serwując nam obszerne retrospekcje z Tallinna z 1991 roku, po czym... błyskawicznie ją uśmierca. Zabrakło mi zrozumienia, dlaczego postać tak szczegółowo zarysowana pełni w sumie marginalną rolę, podczas gdy inni bohaterowie pozostają dość powierzchowni.
W literaturze szpiegowskiej cenię tempo i intrygę. Tutaj to dostałem, ale z lekkim niedosytem. Plusem jest to, że nie ma tu niezniszczalnych superagentów – są ludzie popełniający błędy i zdani na łut szczęścia lub przypadek.
Podsumowanie – ZEUS już tu jest
Kolejne tomy – „Akord” i „Artefakt” – mają trafić na rynek w maju i sierpniu 2026 roku. To odważne założenie wydawnicze, sugerujące pewność sukcesu, który w przypadku debiutu nie jest oczywisty. Mam mieszane uczucia: pomysł na wątek główny jest świetny, ale wykonanie bywa zbyt uproszczone, a fabuła pcha się do przodu nieco zbyt łatwo.
W dobie powszechnego wykorzystywania SI do tworzenia treści, mam nieodparte wrażenie, że ta książka sama może być swego rodzaju eksperymentem twórczym. Chciałbym się mylić. Skoro jednak Vincent V. Severski (stary wyga polskiego wywiadu i literatury szpiegowskiej) firmuje to swoim nazwiskiem, można założyć, że Rdzanek to po prostu "insider" z branży tech, który musi jeszcze nieco okiełznać literackie rzemiosło. Zobaczymy, co przyniesie „Akord”.
Ocena: 6/10 ⭐

W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.