
[Re-watch S1]
Gdy tylko zobaczyłem, że YT i Wall na FB podrzucają mi nową piosenkę z S2E1, powiedziałem mojej partnerce, że nadszedł czas odświeżenia S1. Co prawda pamiętamy go (szczególnie ja, od roku nie ma tygodnia, bym nie wysłuchał przynajmniej jednej piosenki z HH), ale jak w wielu dobrych show, część informacji została ukryta na 2 lub 3 planie. Albo dostaliśmy krótką scenę, czy uśmieszek, które należy traktować jako sneak-peek. Sceny walki, szczegółowe mówienie o problemach psychicznych, wewnętrzna spójność u złożonych postacie... To wszystko jest zbyt logiczne, by było przypadkiem. No i małe sceny, które pewnie rozwiną się w przyszłości. Ewentualnie możemy nacieszyć oko detalami, których nie ma w podobnych seriach. Ciągle uważam, że to jedna z najlepszych animacji dla dorosłych. A jeśli traktować tę bajkę jako wiwisekcję meandrów ludzkiej duszy i naszych problemów, to drugie najlepsze show jakie widziałem. Pierwsze ciągle zajmuje Dark od Netflixa, aczkolwiek to 3-sezonowy serial, a Vivienne dopiero się rozkręca.
https://www.youtube.com/watch?v=x3eRggJmuG8
Za co tak uwielbiam tę kreskówkę? Powodów jest mnóstwo, ale jak ktoś pyta o ten główny... To odcinek poświęcony Huskowi i Angel Dust z S1. Link jest nad tym akapitem. Gdy pojawiła się ta scena, skupiłem się na mimice najlepszego aktora filmów dla dorosłych w piekle. Cały czas głośno mówiłem hasła: "Taka jest prawda! Ta scena tak trafnie pokazała rzeczywistość! Dokładnie takie wewnętrzne piekło przeżywa miliony ludzi każdego dnia!" Choć czasem można ulec wrażeniu, że ci ludzie udają, to tak nie jest... No, nie do końca. Nasze wnętrze różni się. Tak, czasem robimy to celowo, ale głównie wynika to z zaburzeń, frustracji, nieznajomości samego siebie i naszych emocji. Vivienne pokazała prawdę o tym z obu stron, bez dawania jebania o opinię lewicy, czy prawicy. Uwzględniając słuszne wnioski i mity obu stron. No i piosenka Loser, która to podsumowuje. Zajebiście pokazuje dojrzałość Huska, który niewiele różni się od swojego nowego przyjaciela. Husk w tym przypadku jest kimś, kto przepracował przynajmniej część problemów i wie, jak pomóc komuś, kto nie lubi siebie. Każdy z nas znajdzie cząstkę siebie wśród nich. To samo mogę powiedzieć o każdej postaci, która dostała trochę czasu dla siebie. A jeśli kogoś to niewiarygodne, to polecam 1 sezon serialu Euphoria. Porusza podobną tematykę, ale w nieco inny sposób.

Nie byłbym sobą, gdybym nie powiedział o rozkładzie sił. Ten jest doskonały, jak w FMA. Oglądając finałowy odcinek 1 sezonu, miałem dokładnie takie same myśli, co rok temu. Moja partnerka była zdziwiona, gdy zobaczyliśmy po raz 1 Lucyfera. Powiedziałem jej: "Zobaczysz, on jest prawdziwym rozkurwiaczem mimo śmiesznego wyglądu i charakteru." No i sprawdziło się - Sir Pentious jest miernotą, która umiera od pierdnięcia Adama. Alastor może zranić, a nawet IMO zabić Adama, jak ten zachowuje się jak kretyn. Ale gdy tylko odpali swój "poważny tryb", to zabija Radiowego Demona kilkoma ciosami. Nie dziwię się, że Lucyfer traktuje Alastora, jak nic nieznaczącego gościa. Przytłoczył Adama swoją potęgą, nawet się przy tym nie pocąc.

[Recenzja S2]
Jak wypada 2 sezon? Przedstawię swoją opinię nieco inaczej niż zwykle to robię. Zazwyczaj robimy bing-watching, ale w przypadku takich seriali, wolę dozować przyjemność. Mamy za mało wybitnych dzieł popkultury, by konsumować je bezmyślnie.
[Odcinek 1]
Zacznę od Baxtera. Tak jak mówiłem w komentarzach do zapowiedzi 2 sezonu, nie polubiłem jego designu. Co prawda druga nowa postać również mi się nie podobała, ale póki co jej nie widziałem. Vivienne kupiła moją uwagę, gdy powiedziała o różnicy między naukowcem, a wynalazcą. Choć te zawody mają pewne podobieństwa (jak niektórzy inżynierzy i chirurdzy - wymagają podobnych umiejętności. Tak jak... Zawodowi kierowcy i e-gamerzy), to znacznie więcej ich różni. Dopisek z perspektywy 6 odcinka: generalnie Baxter nie dodał zbyt wiele od siebie, Scena z Cherrybomb, interakcje z Huskiem. Mogło być tego więcej, ale nie narzekam. Pewnie rozwiną w kolejnym sezonie.
Jeszcze nie widziałem odcinka, w którym Vox odwiedza Hotel, ale jestem gotów się założyć (znowu), że Vivienne nie zmarnuje okazji, by pokazać patologie przemysłu medialnego i rozrywkowego. Tak jak kilkanaście lat temu negowano negatywny wpływ rozrywki na człowieka (niektóre środowiska wręcz mówiły, że to teoria spiskowa), tak dzisiaj wiemy jak to wygląda. Sprzedawcy rozrywkowego eskapizmu "podkręcają" moc swoich używek, tak jak sprzedawcy nielegalnych narkotyków. Bo mogą. Telewizyjni i rozrywkowi włodarze dostarczyli na to tysiące argumentów. S2E1 pokazał, że Vivienne zna temat. Depilacja kobiet w bolesny sposób. Nawet tych których zawód nie polega na pokazywaniu intymnych części ciała. Słyszałem kilka razy, jak wybuchła afera, bo kazali golić "myszkę" (tekst z Hazbin Hotel) prezenterce telewizyjnej, modelkom etc. Reszta nawiązań do patologii z tego "segmentu gospodarki", jest mniej lub bardziej zrozumiała. Generalnie przemysły rozrywkowe, pornograficzne, muzyczne, modowe są bezwzględne na różne sposoby. Łapią ludzi, pompują ich ego, robią z nich gwiazdy. Potem zjadają, trawią i wydalają w kiblu. Dosłownie i w przenośni. Za drzwiami stoją już "młode dupy", które zarobią znacznie więcej forsy i łatwiej nimi manipulować.

Póki co moją ulubioną piosenką (po 2 odcinkach) jest Hazbin Guarantee. Nie tylko z uwagi na tempo, jak i jakość utworu, ale też liczne detale, których często nie doświadczymy przy droższych, animowanych musicalach. Tak, większość z nich ma jedynie kosmetyczne znaczenie, ale można zawrzeć dodatkowe żarty, no i... Oglądanie takich rzeczy daje dużo frajdy! Once We Get Up There, czyli druga piosenka też jest fajna, ale miałem lekkie wrażenie, że została dodana na siłę. Nie czułem tego równie mocno, co przy Sera's Confession, ale nie będę udawał. Na pewno ma fajny retro klimacik z czasów, gdy telewizja była równie silna, co dziś internet.

Jak tylko zobaczyłem scenę z zakończenia 1 odcinka, od razu poczułem jego "podwójne znaczenie". Charlie doznaje dysonansu poznawczego oraz jest przytłoczona informacjami od Emily. Drugie to moim zdaniem autorski komentarz dotyczący jej artystycznej drogi. Podobnie jak autorka tego serialu, dostałem różne uwagi dotyczące mojej książki - pochwały i krytykę. Od ludzi, których uważam za mądrzejszych od siebie... I weź tu zgadnij kto ma rację, haha!!! Jeśli ktoś powie, że to nadinterpretacja - być może, ale nie bezpodstawna. Koledzy którzy pokazali mi Hazbin Hotel, mówili o licznych problemach Vivienne ze sprzedaniem tej koncepcji do Prime'a, Netflixa etc. Autorka również nie kryje się z pewnymi nawiązaniami. Scena z Charlie powinna być pokazywana początkującym artystom, jako podręcznikowa reakcja na sprzeczne sygnały. Wielokrotnie słyszałem od totalnie różnych artystów (w kwestiach światopoglądowych) dokładnie takie same wnioski. Podczas któregoś oglądania teledysku, zwróciłem też uwagę na wątek z dziewczyną. Zderzenie szybkiej i owocnej kariery vs. długie, żmudne dążenie do celu. Pierwsza jest łatwiejsza, druga często pełna błędów.
https://www.youtube.com/watch?v=br_2rZwbzNU
[Odcinek 2]
Zacznę od tego, że podoba mi się to, jak Vivienne pokazała wątpliwości Sery. Nie chcę przesadzić, ale chyba jeszcze nigdy nie widziałem tak dobrze zrealizowanej sceny tego typu. Świetnie operuje mimiką, ciszą (nawet jeśli obrazuje to "jedynie" jej niezdecydowanie, to wyszło kapitalnie!), precyzyjnym doborem słów, podejściem do Ducha Świętego (Gołąb to symbol Ducha Świętego w Biblii). W związku z tym podejrzewam, że jeszcze nie wiemy wszystkiego o jej umowie z Adamem. Nie żeby popierała mordowanie grzeszników, ale być może uważa to za smutną konieczność. Wydaje mi się, że Duch Święty, jest tego świadomy. Może nadinterpretuję, ale jego (jej?) reakcja zdaje się sugerować, że "czeka" na pełną spowiedź Sera. Z drugiej strony, to niekoniecznie Duch Święty. Kolega Paweł, jeden z tych który mnie namawiał do obejrzenia tego serialu, mówił że Vivienne nie chce bezpośrednio pokazać Boga. Zatem może być jego posłańcem, a "ptasi element" stanowi jedynie efekt kosmetyczny pokazujący, że "pochodzi bezpośrednio od Boga".

Piosenka Like You przypomina mi pop sprzed 20, 25 lat. Czasy popularności Britney Spears i innych słodkich gwiazd POP. Sir Pentious w Niebie... Jak słodziutko... Ech, to nie dla mnie xD. Ale doceniam za walory komediowe, pokazanie "tęsknoty za znaną biedą" (znowu świetnie to pokazała), czyli znowu trochę słodko-gorzkiej prawdy o życiu. No i jak zwykle, szacunek do tego, jak Biblia i religia katolicka przedstawiają Niebo. Totalny chill. Widziałem kilka odniesień do opisu ze Świętej Księgi.

Jeśli chodzi o Gravity, to wątek Lute, jest mi równie bliski, co Angel Dust. Również czułem względem pewnych osób nienawiść. To mocne i destrukcyjne uczucie. Mówiąc całkowicie serio, jeśli ktoś ma podobnie, to polecam to zmienić. Nienawiść zabija duszę, a zemsta nic nie daje... Poza dodatkowymi kłopotami lub pustką w sercu. Niektórzy powiedzą, że to "duże słowa", ja odpowiem, że to dość powszechny problem, który dla wielu jest niewidoczny. W pełni rozumiałem uczucia Lute i frustrację, która pcha ją na drogę do destrukcji. Bardzo fajnym motywem, jest powrót Adama. Postać ma pewne rozwinięcie, ale nie ma dalszego wpływu na historię. No i świetnie pasuje do stanu psychicznego Lute. Ta seksualna scena z teledysku pokazała to całkiem gustownie i wyraziście.

[Odcinek 3]
Ten epizod pokazuje, że nie pomyliłem się co do charakteru Charlie. Księżniczka Piekła zachowuje się jak lewicowa, przesadnie naiwna i rozpieszczona dziewczyna. No i jest nieznośnie egoistyczna, ale pięknym ludziom wolno więcej (efekt aureoli). To nie jej wina, taki ma wgrany Modus Operandi (Sposób działania). Ludzie z dużym ego nie są tacy z własnej winy. Tak, tkwią w tym, tak są świadomi swoich problemów, ale muszą się kilka razy sparzyć, by to zrozumieć w 100%. Jeszcze ta scena z nakłanianiem Angel Dust do poświęcenia się dla dobra Hotelu. Gdybym nie widział takich kobiet na żywo, pewnie uznałbym to za przesadę. Poza tym nie zapominajmy, że straciła kogoś bliskiego. A że cechuje się wysoką wrażliwością, to traktuje Pentiousa jak wieloletniego przyjaciela. No i po to był Vox. Miałem inne oczekiwania względem tego wątku, ale wyszło zdecydowanie dobrze. Vivienne wsadziła w usta Voxa dostatecznie dużo nawiązań do telewizji i ich metod manipulacyjnych. Daje się wodzić za nos Voxowi, jak studentka z dużymi miłosnymi deficytami wytrawnemu 30latkowi. Generalnie wszyscy z VoxTec sprowadzili Charlie do swojego poziomu, a potem ją przeorali doświadczeniem. Piosenka Speedrun to Redemption niestety należy do kolejnych wymuszonych utworów. Mam nadzieję, że Vivienne wyciągnie wnioski przed kolejnym sezonem.

[Odcinek 4]
4 odcinek miał coś, na co czekałem odkąd Adam spuścił wpierdol Alastorowi. Spodziewałem się, że Vox jest silniejszy, ale pokazanie go jako wybitnie nagrzanego fanatyka (ten zajebiście zwariowany wzrok!), też było zajebiste. Wydaje mi się, że moja druga predykcja jest trafna - Valentino zdaje się być potężniejszy od Voxa. Żaden atak Telewizora nie zrobił wrażenia na Radiowym Demonie, mimo że atakował go na pełnej kurwie. Ćma podchodził do walki dość lekko. Poczuł atak Alastora, Nifty sprawiła mu trochę problemów, ale ostatecznie był w niezłym stanie. Ok, Telewizor też nie był zmęczony po walce, ale... Gdybym miał stawiać pieniądze, to jestem gotów się założyć, że Valentino jest potężniejszy w kwestii czystej siły. Zdarzyło mi się przewidzieć kilka rzeczy z Hazbin Hotel - np. homoseksualizm Voxa. Co prawda przy rewatchu zmieniłem zdanie (w recenzji S1 powiedziałem, że była scena sugerująca, że Telewizor robił blowjob Valentino), ale okazało się że ostatecznie miałem rację. Vivienne jest zbyt logiczna. Aczkolwiek równie dobrze można obalić część moich argumentów. Valentino mimo podbudowy w postaci 1 i 2 sezonu, jest przede wszystkim mało inteligentny. Dodatkowo jego mózg i układ dopaminowany, jest rozregulowany przez seks z obiema płciami, narkotyki i alkohol. A skoro jestem przy zgadywankach i tematach +18, wydaje mi się, że Niffty to... Albo daruję sobie, bo teoria jest kontrowersyjna. Powiedziałem kilku osobom, może w 2027 dowiemy się czy miałem rację. Mówię o tym, bo Vivienne rzuciła kilka dodatkowych okruszków w tym sezonie.

Trafiłem też z Kanibalką. Jak pojawiła się w 1 sezonie, to razem z partnerką narzekaliśmy na krótki i nieznaczny spadek poziomu. Powiedziałem Asi, że to było konieczne. Nie dlatego, że ktokolwiek chce zrobić słabsze show, powód jest inny. Kiedy tworzymy dzieło, które chcemy rozwinąć w serię, musimy wrzucić kilka wątków "na później". Prosty przykład - Skypiea w One Piece. Co prawda fani narzekają głównie na anime, ale manga też była krytykowana za kilka rzeczy. Sam autor przyznał, że popełnił błąd wrzucając Enela na tak wczesnym etapie opowieści. Takie sceny nie zawsze się udają, ale zawsze zapadają w pamięci. Albo inna scena z One Piece, również kluczowa dla całej historii oraz tak samo wrzucona na siłę. Spotkanie Luffy'ego i Zoro z Czarnobrodym. Chciałem o tym napisać w 1 tekście, ale finałowa piosenka z S1 zmyliła mnie. Jego retrospekcje nas nie zaskoczyły, spodziewaliśmy się z Asią, że był mordercą. Gdyby tylko nie ta zbędna piosenka na końcu, powiedziałbym że to najlepszy z dotychczasowych odcinków. Finałowa konkluzja Valentino była zajebistym podsumowaniem: "No to zacznijcie się końcu ruchać!"

[Odcinek 5 i 6]
Nie spodziewałem się tego, ale po raz 1 muszę pochwalić Voxa. Tak szczerze i od serca. Patrząc z perspektywy całego sezonu, to moje największe zaskoczenie. Jego kreacja jest konsekwentna i spójna. napisana. Vivienne udało się go napisać w przerażający sposób. Mimo, że Alastor regularnie robi sobie z niego jaja, to wierzę w diabelską determinację Voxa, gdy ten robi wszystko, by udowodnić, że się myli. To jest tak bardzo skorumpowana dusza, że nic mu nie drgnie, gdy kłamie. A kłamie nieustannie. Przepraszam za to niedopowiedzenie - odmienia kłamstwa przez wszystkie przypadki. Manipuluje z taką sprawnością, że słowa jego przeciwników ranią ich niczym cios młotkiem w twarz. Chorobliwy perfekcjonizm, jeśli chodzi o mowę ciała. Widać to szczególnie, gdy Alastor chłoszcze jego kruche ego. Robi to doskonale, wyczekując na odpowiedni moment. Wówczas uderza w konkretną strunę, a Vox gra w jego grę. Porównajcie to sobie ze scenami, jak Vox wie, że może zaryzykować. Widziałem już tego typu postacie, ale Vivienne jak zwykle, odjebała robotę po mistrzowsku. Vox dosłownie kipi i wyje wszystkimi negatywnymi zachowaniami, jakie wymieniłem. A do tego to wykurwiście dobre wykorzystanie motywu, że producenci telewizyjni uwielbiają tworzyć ociekające bogactwem show. Zarówno w Polsce, jak i w USA, szefowie telewizji kochają mierzyć swoje kutasy, sprawdzając kto wyda więcej np. na noworoczny event. To jak traktuje sojuszników i potencjalnych sojuszników, to kolejny dowód na prawdziwość tej tezy. Niektórzy nazwaliby go pizdą (w tym kontekście - tchórz i słaba jednostka), ale Vox jest czymś pomiędzy pizdą, a poważnym wrogiem. Jest żałosny, ale nie w takim stopniu, by można go było zignorować. Telewizor udaje dopóki może, a potem wbija nóż w plecy i robi swoje. Vox Populi!!!

Btw. rozumiem, że porównania do Trumpa same się narzucają, ale nie są do końca uzasadnione. Vox to amalgamat cech / haseł / rzeczy związanych z Hitlerem, Komunizmem, Kapitalizmem, Trumpem, lewicą, prawicą, narodu którego nie można krytykować. Ale przede wszystkim to ucieleśnienie wszystkiego, co kojarzymy z przemysłem telewizyjnym z czasów jej świetności. Nawet jego kapelusz nawiązuje do czegoś związanego z TV. Dodatkowym argumentem za tą tezą jest to, że Vivienne parodiuje całą popkulturę. Pominąwszy to, o czym już napisałem, prezenterzy telewizyjni i wszystko co się z nimi wiąże, pokazywanie emocji poprzez sygnały telewizyjne / radiowe. Wszystko co pokazał Vox na przestrzeni serialu, widziałem jako dziecko lub nastolatek w prawdziwym życiu. W czasie, gdy USA podbijało kulturowo kawał świata. Sam Vox to wypisz wymaluj typowa "najlepsza twarz dużej telewizji, która prowadzi wszystkie najbardziej dochodowe programy". Niczym wytrawny polityk lub wyjątkowo sprawny sprzedawca, potrafi nie tylko wskoczyć na falę, ale też (może) wpłynąć na jej tor przy sprzyjających okolicznościach. A Vox farmi aurę na pełnej kurwie! Broly z Dragon Balla momentami byłby zainteresowany tym widokiem. Vivienne połączyła to niezwykle organicznie i choć nie cierpię Voxa, to nie mogę go krytykować. Tryhardował na każdym froncie, więc zasłużył. Chciałbym zobaczyć alternatywną wersję spotkania Voxa i Lucyfera. Taką w której Bóg ukarał upadłego Anioła w inny sposób. Chciałbym zobaczyć, jak Vox sra ze strachu w majtki, a potem ma łeb spuchnięty jak Adam po solówce z Lucyferem. Swoją drogą, Upadły Anioł marnuje się jako najpotężniejsza istota w Piekle. Byłby z niego doskonały showman.

W trakcie tego sezonu, powiedziałem do dwóch kolegów, że S2 bardziej opiera się na fabularnych kliszach. Sposób opowiadania historii jest schematyczny, ale to jedna z wielu metod. Zależy jak ją wykorzystamy. Mimo, że Vox boi się Sery (tak mi się wydaje po jego mowie ciała), to widząc że Anioły cofają się, napiera na nie jeszcze mocniej. Przez to pycha dosłownie wylewa się z każdego otworu w jego ciele. Wbrew pozorom, trzeba mieć duże ego i jaja, by pozostać skurwysynem do samego końca. Scena jest też fajnym komentarzem do odwiecznego konfliktu bogaci vs biedni. Tego typu niesprawiedliwość to chleb powszedni ludzkości. Niewolnictwo, mordy, kradzież zasobów, to ciągle Ziemska codzienność. Ze współczesnych przykładów, np. katastrofa w kopalni Kobaltu w Afryce sprzed 2, 3 tygodni. Albo sprzedaż dziecka do burdelu, jak to się ciągle dzieje w Indiach (lub w Europie - wiele pracownic Hiszpańskich burdeli zostało tam sprzedanych przez rodziców spoza Europy). W przypadku wątku z HH było jeszcze gorzej. Zrobili koszyk ze słodyczy, które można kupić w Poundlandzie (sieć sklepów z UK tanimi przedmiotami, słodyczami lub napojami gazowanymi, które są blisko terminu ważności lub są zepsute). "Erm, wiecie co? Rozpierdoliliśmy waszą rodzinę, rozjebaliśmy wasz kraj... Tak się zdarza, życie jest chujowe. Macie cukierki, smacznego. Mniam mniam. Jak zjecie, to spierdalajcie, bo śmierdzicie XD" Sera oczywiście nie to miała na myśli, ale taka jest jedna z pierwszych myśli każdego człowieka.

Husk potrzebował fragmentu odcinka dla siebie. Początkowo oceniłem go krytycznie, ale dzień po seansie zmieniłem zdanie. Teledysk pasuje do jego osobowości. To "zwykła" osoba, która naprawdę niczym się nie wyróżnia. To alkoholik w średnim wieku, który chce mieć spokój i od czasu do czasu nachlać się. To dodaje dodatkowej warstwy więzi, która łączy Angel Dust i Huska. Podobnie mam z teledyskiem Easy - Charlie i Veggie potrzebowały takiej sceny. Tak jak pisałem, Charlie jest aseksualna, jak bohaterowie battle-shounenów, więc pasuje taki nastoletni pop połączony z bardzo lekką erotyką. Vivienne potrafi wpleść cechy charakteru i zachowania postaci w akcję teledysku. Easy mówi wszystko o ich relacji - szczerej, ale bardzo baśniowej. Nie podoba mi się to, bo nie lubię archetypu postaci Charlie, ale nie mogę tego skrytykować. Jest dobrze, spójnie i konsekwentnie. Widać to też po charakterze Veggie. Jej zachowanie przypomina dziewczynę o liberalnym podejściu do seksu, która jest tym zmęczona i potrzebuje przede wszystkim uczuć. Była kochanką Adama, rusza się w erotyczny sposób, patrzy takim wzrokiem na Charlie. Veggie pełni męską rolę w tym lesbijskim związku. Niestety, piosenek jest za dużo! W niektórych odcinkach (przyjmijmy że tak jest) 3 pasują, ale większości "ta trzecia" była zbędna. To powiedziawszy, dostaliśmy kolejne genialne piosenki. Jeszcze nie znam swojej tier listy, ale top-3 to na pewno duet Vox x Lucyfer, Gravity i Hazbin Guarantee. Moja partnerka najmocniej chwaliła Gravity i Vox Populi.


[Odcinek 7 i 8]
Tak jak przedostatni odcinek trzymał w miarę równy poziom, tak ostatni... Ech, wszystko wywaliło się przez zbyt szybkie tempo. O ile we wcześniejszych odcinkach AŻ TAK mi to nie przeszkadzało, o tyle tutaj byłem przytłoczony seansem od pewnego momentu. Tak, ten sezon ma mniej wyrównany poziom niż 1, ale szczerze mi to nie przeszkadzało. Akurat tempo nie jest, moim zdaniem, dużym minusem HH. Finał był pośpieszony, niektóre dialogi zostały wyjątkowo źle napisane... Serio, to najgorszy odcinek w tej kwestii. Jakby Vivienne napisała draft, naniosła własne poprawki i wypuściła odcinek bez konsultacji. Każdy pisarz, twórca powinien to robić z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że 1+1=3. Innymi słowy, druga osoba może podrzucić dobry pomysł. Moja partnerka lub korektor zainspirowali mnie do kilku naprawdę udanych podrozdziałów. Jednym zdaniem, a czasem słowem. Druga osoba ma też chłodniejsze spojrzenie, bardziej bezlitosne, a autorzy dość często tego nie lubią.

Byłem w szoku, że tak sprytna pisarka popełniła takie coś. Tylko nieliczne tytuły są genialnie napisane, jak 1 i 2 sezon The Boardwalk Empire, 3 sezony House of Cards i kilkadziesiąt innych dzieł sztuki. Hazbin plasuje się bardzo wysoko w moim personalnym rankingu. Tak, czasem scenariusz, jest zbyt naiwny, ale generalnie to wynika z Charlie i przyjętej narracji. Dość baśniowej kreskówki i musicalu. Pomijając to, Vivienne jest zwykle dość konsekwentna. Przynajmniej z tego, co mi się wydaje. Jasne, ma braki, w końcu nie pracujemy jako psycholodzy, czy Biblioznawcy, ale musiałbym naprawdę mocno pomyśleć, czy mogę coś jej zarzucić. Poza czasem leniwym pisaniem. W S1 mi nie przeszkadzał, tutaj... No kilka wątków można było lepiej napisać, ale nie zgadzam się z mocną krytyką autorki. Uważam, że Vivienne można odpuścić drobnostki.
Co do mocy przyjaźni... Pomijając to, że jest moim zdaniem celowo przesłodzona (co pasuje do konwencji i kontekstu, IMO. Pomijając już fakt, że Vivienne sprytnie rozwiązała ten wątek), to dobrze pokazała ten motyw. Pasuje do serialu i tego co chce przekazać. Tak, w piekle są grzesznicy, ale traktuję to jako element "suchej, przerysowanej rzeczywistości". Wydaje mi się, że służy to metaforze. Np. pokazaniu, że każdy grzeszy. Nie wiem, jak to ująć, to po prostu element konwencji. Motyw miłości został IMO konsekwentnie zastosowany. Pokazaniu, że w piekle nie są wyłącznie źli ludzie. Z obu stron - mieszkańcy Piekła sami z siebie ogarniają problem. Prezentacji mocy Emily. Uroczy teledysk spinający klamrą rozpoczęte wątki, ale niestety przez ich złe rozwinięcie, nie mają należytego impactu. Logicznie pasuje do reszty... No po prostu nie mam powodu, by narzekać.
Dobra, to skoro mam część zakończenia tekstu za sobą, to... wróćmy do odcinka 8. Zacznę od końca. Walka z Valentino mnie rozczarowała. To mój head-canon (rozwiązanie w mojej głowie, gdy autor pozostawia pewne kwestie niedopowiedzeniom) - Ćma był po kilku godzinnej sesji nagrywania filmów porno w połączeniu z narkotykami. To była tak kiepska choreografia, że nawet finał z Angelem nie miał IMO mocy. Serio, nie poczułem go. Nawet jeśli uprawiam fanfiction, to moim zdaniem Val w stanie CherryBomb & Husk (przygotowany do walki na śmierć i życie), powinien z nimi wygrać. Skoro jesteśmy przy niekonsekwencjach... Kontrakt Alastora. Jak zobaczyłem, że Alastor w taki sposób zrywa kontrakt z Kanibalką, to... Ech, można uratować ten wątek, ale nie wierzę, że to się stanie. Sorry, ale rozwiązanie rodem z gorszego etapu Bleacha lub Naruto, to nie to, co chcę oglądać w Hazbin Hotel. Skoro chciała tak to zakończyć, to trzeba było poprowadzić w inny sposób. Bo wychodzi na to, że Alastor to przechuj mistrz w szachach 5D. Jeszcze większy niż Palpatine w prequelach George'a Lucasa. Dostał potężną moc, mimo że trafił tam, gdzie i tak by skończył XD. "No elo, czytaj kruczki. Vox cię nie nauczył?" - to sobie dopowiedziałem w głowie, gdy demon odchodził od swojej władczyni.

Problemy widać też w innych wątkach. W większości nie mam problemu, bo nie wpadły w zasięg mojego radaru. Zakładam, że większość pomyłek wynika z tego, że w pierwotny scenariusz zakładał istnienie 20 epizodów. W takim układzie, rozumiem problemy z cięciami. Na szczęście drugi sezon raczej ugruntuje popularność tego serialu. Widzę to po popularności Gravity. Co więcej, pomaga tu mocno sukces K-Pop Demon Hunters od Netflixa. Oczywiście, to są dwa różne tematy, ale łączy je muzyka, czasem zbliżona estetyka, scenografia, kostiumy, inność / egzotyka (dzieciaki wychowały się w zupełnie innej rzeczywistości niż my). Oceny nie wystawię, bo nie mam pojęcia, jaką dać. Waham się między 7/10, a lekko naciąganym 8/10. Jeśli chodzi o ulubione piosenki, to moje top 5 prezentuje się tak: 1. Vox Populi (za część z Luciferem) 2. Hazbin Guarantee (Trust Us) 3. Vox Dei 4. Hear my Hope 5. Like You (słodziutka do zrzygania, ale ma klimacik xD).

Plusy: Animacja i kreska poprawiły się w zauważalny sposób. Obserwowanie bogatej mimiki bohaterów, jest kurewsko przyjemnym doświadczeniem! Niektóre piosenki to złoto (aczkolwiek Hell is Forever ciągle jest najlepsze). Vox to najlepszy archetyp tego typu postaci, jaki widziałem w życiu. Niestety finałowa walka z Alastorem jest chaotycznym blobem i wypada słabo przy bitwie z Adamem. Na szczęście dostaliśmy walkę z Nieświętą Trójcą, która mi to wynagradza. Dobre rozwinięcie postaci i relacji Angel Dust x Husk. Kara od Boga dla Lucyfera... I feel ya' bro. Gorszą karą dla mnie byłoby tylko trafienie do nieba, męczyłbym się jak Pentious XD.
Wady: Za dużo piosenek. Niektóre wątki można było lepiej poprowadzić. Niektóre postacie zostały za słabo rozwinięte. Finałowy, pospieszony i źle napisany odcinek. Niepotrzebne podkręcanie tematu Lilith, ale w tym przypadku wyjątkowo zaliczam. Czego zaliczyć nie mogę, to wątek Lute. Początek był genialny, rozwinięcie ciekawe, a rozwiązanie... Gdyby nie przemiana Abla, byłoby totalnie beznadziejnie. Nie lubię go, ale Vivienne dobrze przedstawiła archetyp katolickiego modelu męskości, co trochę osładza fatalne zakończenie wątku Lute. No i Alastor x Kanibalka, wątek został zepsuty na koniec.