"Mam do pana kilka pytań" - Rebecca Makkai

By @perymetr4/9/2024polish

1000003536.jpg

Muszę zacząć od postawienia sprawy jasno - nie przeczytałem tej książki.
Czytałem, ale jej nie przeczytałem.

Męczyłem się z nią od listopada 2023. I było coraz ciężej. Doszedłem do etapu, w którym nie chcąc odpuścić czytałem po 1-2 strony dziennie, a potem przeskakiwałem do innej lektury. Za każdym razem z uczuciem ulgi i zadowolenia, że “to przynajmniej da się czytać”.

W mojej ocenie ta powieść jest niczym obcowanie ze skrajnie nudną, przegadaną i co najgorsze antypatyczną osobą. Główna bohaterka niby odnosi w życiu sukces, niby rozprawia się z demonami przeszłości, a nawet prowadzi - niby w wątku głównym - krucjatę o prawdę i sprawiedliwość.

Problem leży w tym, że wszystko to kryje się gdzieś tle. W wątku głównym, nieustająco gada, ocenia innych i zgłasza pretensje do świata. Być może byłoby to strawne lub chociaż do wybaczenia, gdyby równocześnie cały ten monolog nie był prowadzony z pozycji przepełnionego poczuciem wyższości mędrca.

Każde zdarzenie w tej książce jest tylko pretekstem do pouczania innych, ocenianie ich i niemej skargi na to, jacy są niedoskonali. Niemej ponieważ główna bohaterka zwykle po prostu milczy czy odburkuje, a całą swoją wyższość wygłasza w postaci wewnętrznych monologów - męcząc siebie (gdyby istniała) i czytelnika.

Z początku próbowałem szukać tam czegoś. Zrozumieć. Po cichu liczyłem nawet na oś osnutą wokół zmiany. Próżne nadzieje.

Bohaterka już na pierwszych stronach daje nam posmakować jak bardzo jest inna, lepsza i pełna sukcesu, gdy opisuje swoją podróż taksówką i to jak bardzo ten biedny ograniczony umysłowo kierowca niczego nie wie, nie rozumie. Wystarczy, aby powiedział jedno zdanie, a ona już bezbłędnie przekonuje się, że nie ma z nim o czym rozmawiać.

W efekcie przez kilka następnych stron czytelnik zmuszony jest słuchać bełkotliwego monologu o niczym. Monologu, który udaje rozważania, ma coś wnieść - a ostatecznie jest czymś między skargą i myślowym tupaniem nóżką. Tak podejście pozostaje z nami przez kolejne strony.

Równocześnie traumy, rozdrapywane i uwypuklane do rozmiarów góry problemiki i inne uwierające bohaterkę sprawy dają czytelnikowi uparcie znać, że cały ten sukces. Dojrzałość. Rozwój. Wszystko to takie tiktokowo-facebookowe. Na zewnątrz jestem wspaniała, wewnątrz też - więc nie dopuszczam w ogóle innych do głosu. Ja ich oceniam. A między słowami - mielę i mielę, i mielę, w kółko to wszystko, aby skarżyć się sobie i czytelnikowi. Pretensja za pretensją. I tak bez końca. To męczy.

Poddałem się po prawie 300 stronach (nieco ponad połowa). Niby jest tajemnica, niby poruszane są różne ważne społecznie tematy, niby coś się dzieje - a w rzeczywistości czuję się jakbym siedział zamknięty z kimś, kto nie tylko nie ma nic do powiedzenia, ale jeszcze jest mocno toksyczną i nieznośną osobą. Dziękuję, postoję - rzadko nie kończę zaczętych książek - ale ta w pełni na to zasługuje.

Oczywiście, można mieć odmienne zdanie - na Lubimy Czytać mocne 7.2./10. Jednak jeżeli poszperać w recenzjach dość szybko trafimy na kilka opinii zbliżonych do mojej. I całe szczęście, bo w pewnym momencie doszedłem już do punktu, w którym czytałem… tylko żeby przeczytać i zrozumieć, co widzą inni, a czego ja nie mogę dostrzec.
Po znalezieniu kolejnej podobnej do mojej opinii - stwierdziłem, że “wystarczy, szkoda życia".

Odłożenie tej książki na półkę i świadomość, że “przecież ja wcale nie muszę, tego skończyć” sprawiła mi wielokrotnie większą przyjemność niż sama lektura.

W mojej prywatnej skali - 2/10.

comments