
Były to jedne z moich najaktywniejszych wakacji w życiu😀 Codzienne wędrówki dały mi w kość przy obecnej formie. Najbardziej jestem dumny z Gracjanka, który był dzielny i prawie wcale nie marudził oraz Kamilki, która dotrzymała mi równego tempa w wejściu na Śnieżke.

Długo miałem dylemat, który szlak wybrać. Dopiero po wyszukaniu w internecie zdecydowałem się na niebieski. Ponoć najpiękniejsze widoki. Zaczynał się od Świątyni Wang. I już na starcie był mały problem ponieważ od hotelu do początku naszej przygody były dobre 3km. Pomyślałem sobie że troche daleko i już tracić siły? Poszliśmy ma autobus, który uciekł nam sprzed nosa. Ja mistrz bajery niezastanawiałem się długo i zwerbowałem obce osoby do 7 osobowej taxi, którą tanim kosztem podjechaliśmy pod świątynie😁 gdzie zaczęliśmy swoją wędrówke.
Idąc 2km dotarliśmy na polane gdzie można było odpocząć chwilke i iść dalej niebieskim szlakiem.


Idąc dalej minęliśmy po drodze domek myśliwski ukryty w lesie. Szkoda że fotki nie pykłem tylko obok.


Idąc dalej podziwiając piękne widoki

docieramy do schroniska Samotnia przy którym zatrzymujemy się na odpoczynek i podziwiamy malowniczy Mały Staw oraz urwistych ścian Kotła Małego Stawu.



Byłem zdzwiwiony ile ludzi idzie szlakiem i jakie to osoby😮 Otyłe, z małymi dziećmi, dziadek oraz ojciec z córką, która miała autyzm. Pełen szacun dla wszystkich.
Idąc dalej docieramy do schroniska Strzechy Akademickiej i pykamy fotke z pięknym widokiem. Córka myślała że dotarliśmy😀

Niestety droga pod góre szeptała córce do ucha "Kryzys"😀

Szybko musiałem ją zmotywować bo spadek energii był już duży. Zjedliśmy kilka żelek troche bajery i ruszyliśmy dalej ociążale.

Było już coraz bliżej i bliżej. Już mieliśmy ją w zasięgu wzroku.

Dzieli nas tylko Dom Śląski do którego docieramy po dłuższym czasie i robimy głeboki oddech przed zdobyciem Śnieżki. Córka decyduje i wybiera Drogę Jubileuszową mającą 1.6 km i jest trudniejsza. Po jakimś czasie bo zgubiłem rachube, przeciskając się przez tłumy docieramy na szczyt.


Yuuuppi!!🧗♂️⛰ Mega radość! Podziwiamy widoczki strzelamy foteczki i ruszamy na dół😀 Głodni jak wilki.



widok na strone czeską


Wróciliśmy żółtym szlakiem zbierając po drodze jagody😀 Droga była krótsza i szybsza. Po powrocie apetyt był duży a piwko wyparowało w przełyku😄 Zakwasy miałem 3 dni. Najbardziej pupa bolała. W ostatni dzień wyjazdu miał być jeszcze skok z komina z wysokości 100 metrów, ale odpuścilem sobie😀 Next time jak to mówią.