To Miasto nie nadaje się do umierania

By @filippal12/29/2024poem

Moje lato było pełne uniesień

Niesłonych łez i obojętności

Moje lato było bezmiary samotne

Jak modlitwa, jak czuwanie

i tyle słońca przeszło mi bokiem

Jak krew i woda

I choć krzyczałem: – Pragnę!

To nigdy nie przepadałem za octem

zresztą

Dziś i tak nikt nie wie, co to hizop

Smutny więc schodziłem z drzewa konkludując

że to nie krew spływa mi z czoła

tylko sok z podeptanych czereśni

[słodka posoka przebrzmiałej miłości]

I choć chciałem być dla niej p o e t ą

– wielkim jak Stanisław Balbus –

i nosić koronę z pędów dzikiej róży

To swoją Zosię najchętniej widziałbym w trumnie

wyścielanej białym jak lilie atłasem

– bez tego całego szwendania się po szpitalnych korytarzach

bez chłodu jarzeniówek i oczekiwania

bo to miasto

nie nadaje się do umierania

a już na pewno nie latem

Moja lato było tak piękne, że zaparło mi dech

I kwitły mi drzewa, wszystkie fiołki

piwonie

narcyzy

Więc kochałem je, to miasto, tylko moje

miasto [Miasto]

i za nic, za nic nie chciałem w nim umierać

Wszędzie indziej – mówiłem – raczej w Pécsu,

w Tymbarku!

– choć już wiem, że to była tylko moja historia –

ale nie tutaj...

bo to miasto [Miasto!]

nie nadaje się do umierania

33

comments